piątek, 2 października 2009

Naokoło Tahiti

02.10 accek

Po prostolinijnym powrocie na Raiatea spędziliśmy tam noc w przytulnym rodzinnym hoteliku. Nie myśleliśmy, że nawet w najniższym możliwym standardzie na tarasie jest basen. :)

Wczesnym rankiem wróciliśmy na Tahiti. Tam na lotnisku czekało na nas zarezerwowane auto. Po zakupach udaliśmy się na objazdówkę dookoła wyspy. Okazało się jednak, że zbyt wiele atrakcyjnych miejsc tu nie ma. Mijane miejscowości były brudne. Także drogi dojazdowe do atrakcji turystycznych były słabo oznaczone. Za to wszyscy mieszkańcy, z którymi rozmawialiśmy, byli bardzo pomocni.

Obejrzeliśmy Muzeum Tahiti i Jej Wysp, byliśmy w lagunarium, gdzie z bliska widzieliśmy rekiny pływające w stoickim spokoju pomiędzy ławicami rybek. Następnie pojechaliśmy w trochę mniej cywilizowane miejsca na półwyspie Tahiti Iti, gdzie wreszcie mogliśmy zobaczyć dużo ładniejsze naturalne krajobrazy wyspy i potężne wodospady, wysokie na pół góry. Dojechaliśmy do wszystkich dwóch końców dróg i powróciliśmy do Papeete. Droga powrotna biegła przez potężne klifowe wybrzeża, o które rozbijały się z impetem wielkie fale. Jedna nawet pochlapała nam drogę, która i tak biegła co najmniej z 5 metrów ponad powierzchnią oceanu. Takie fale to raj dla surferów. Niestety pozostało nam tylko ich oglądać, przez co najbardziej cierpiał surfer Karol.

Już nie możemy się doczekać przygody w Australii.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza