piątek, 9 października 2009

Kiedyś tu było jezioro

9.10 accek

"Nie spać, zwiedzać!" --- nie do końca wypoczęci zwlekliśmy się z łóżek, eeee, tzn. siedzeń. Bułka z dżemem i ruszamy! Tylko skąd wziąć $7 na wstęp do parku? Nie problem znaleźć w naszych portfelach 20-dolarówkę, ale nie o to chodzi --- opłatę zostawia się tutaj w kopercie w specjalnej skrzynce. Nie ma tu nikogo, kto mógłby nosić miano kasjera. W końcu udało się uzbierać co trzeba dzięki pomocy zatrzymujących się na parkingu monterów.

Uff, jak dobrze, że dziś wcześniej się zebraliśmy. Sam park zawdzięcza swą nazwę jezioru, które jeszcze nie tak dawno, a konkretnie 15000 lat temu, było wypełnione wodą. Wzdłuż wschodniego wybrzeża jeziora wyrósł Chiński Mur --- niestety trochę tandetny. Nie dość, że ma tylko paredziesiąt kilometrów, to jeszcze jest usypany z piasku! I to bynajmniej nie przez człowieka, tylko po prostu przez wiatr. Niegdyś mieszkali tu Aborygeni, teraz co najwyżej można wygrzebać z piasku pozostałości ich narzędzi. Niestety nie udało nam się żadnych znaleźć.

Największą atrakcją pozostały po prostu wspaniałe autstralijskie krajobrazy. A było ich tutaj pod dostatkiem, od wspomnianego piaszczystego "muru", z którego wystają co najwyżej piaskowce, gdzieniegdzie malowniczo zerodowane, przez dawne dno jeziora, z rzadka porośnięte jedynie przez drobne krzewy, po otaczającą zewsząd czerwień wypalonego pyłu, na którym rosną nawet drzewa. Ku naszemu zaskoczeniu nie jest tutaj kompletnie sucho. Przekonał się o tym Piotrek, próbując przeskoczyć przez niewielkie bajorko otoczone popękaną wręcz ziemią, jak się okazało suchą jedynie z wierzchu. :)

Objechaliśmy mur i jezioro dookoła i udaliśmy się w dalszą drogę na południe. Skończyliśmy w Bendigo wymęczeni nieskutecznym poszukiwaniem jakiegokolwiek niepięciogwiazdkowego miejsca do spania. Ostatecznie po objechaniu z 15 moteli pozostała nam niezbyt przytulna stacja benzynowa na obrzeżach miasta. Druga z rzędu noc w samochodzie, beznadzieja, choć zawsze lepiej niż w Lux Eden w Sydney. :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza