środa, 23 września 2009

Pierwszy dzień na Tahiti

23.09 17:19 accek

Beznadzieja. Statki nas wyrolowały. Internet nas oszukał i okazało się, że do grudnia nie da się już dopłynąć statkiem na Raiatea. A tam we wtorek czeka na nas wypaśny jacht. "*!?*&@*. A nie mówiłem!!!???" -- rzecze Karol -- i ciutkę wkurzeni biegniemy do agenci Air Tahiti. Tam niewielkim kosztem wyrabiamy sobie karty zniżkowe i duużo większym kupujemy bilety. $200/os. w plecy :-(((

Szybki skok do kafejki internetowej. Francuski układ klawiatury powoduje, że piszemy z prędkością kasjerki PKP. Zakupy w Championie -- 4 bagietki z nutellą pod palmami.

Wreszcie czas na krótką przechadzkę po górach. ("góry" to szumne słowo -- Karol). Po drodze spotkaliśmy mnóstwo sympatycznych ludzi, którzy uśmiechali się do nas i mówili coś po francusku. Każde dziecko dostahje tu na komunię skuter.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza